środa, 24 czerwca 2015

"Oskar i pani Róża"

Piękna historia, którą warto przeczytać.


Jakiś czas temu, w ramach zaliczenia na studiach miałam do napisania recenzję wybranej książki. Mój wybór padł na „Oskara i panią Róże” Érica-Emmanuela Schmitta. Postanowiłam, że podzielę się z Wami moimi wrażeniami na temat tej krótkie historii.
„Oskar i pani Róża” to opowieść o dziesięcioletnim chłopcu, który jest chory na białaczkę. Losy małego pacjenta poznajemy pod koniec jego niedługiego życia, dzięki niezwykłym listom, jakie pisze on do Boga. Pomysł ten podsuwa chłopcu wolontariuszka, która jest mu bardzo bliska i którą ten nazywa ciocią Różą. Dzięki formie jaką zastosował Schmitt, a więc listy, książkę czyta się szybko i przyjemnie. Ja pochłonęłam ją w jakąś godzinę siedząc w parku i rozkoszując się wiosenną pogodą – taka mała dygresja. ;)
Oskar na początku podchodzi dość sceptycznie do pisania listów, gdyż jak sam mówi, nie wierzy w istnienie Boga. Jednak z czasem zaczyna on coraz mocniej wierzyć w Stwórcę. Bardzo ważnym momentem na jego drodze jest wizyta w kaplicy, dokąd zabiera go wolontariuszka. Chłopiec widzi tam ukrzyżowanego, cierpiącego Jezusa, który staje mu się coraz bliższy.
Uważam, że ta scena jest dość kluczowa i zarazem, dla mnie, jako osoby wierzącej, bardzo piękna. Jest w niej coś urzekającego i głębokiego.
W wyniku pewnych zdarzeń chłopiec dowiaduje się, że nie ma już dla niego ratunku, lecz o dziwo nie załamuje się tą wiadomością. Jedyne czego chce to codzienne wizyty cioci Róży w wyniku czego  mały pacjent zawiera z wolontariuszką swego rodzaju umowę. Ona będzie przychodzić do niego codziennie przez dwanaście dni, a on ma każdy z tych dni przeżyć jakby było to dziesięć lat.
I tak każdy swój dzień Oskar opisuje Bogu, jakby mijały lata. Chłopczyk dojrzewa, zakochuje się, a nawet zakłada rodzinę. To wszystko oczywiście dzieje się jedynie w jego głowie, w takim wymiarze, w jakim on sam potrafi to pojąć.
Jednak nie jest w tym wszystkim sam. Ciocia Róża pomaga przejść mu przez kolejne lata, a właściwie dni jego życia, opowiadając między innymi historie o walkach, jakie stoczyła jako zapaśniczka. Oczywiście, historie z ringu są wymyślone, ale pomagają one chłopcu pojąć pewne rzeczy.
Oskar stara się przejść dzielnie przez wszystko, co go spotyka, jednak jest zły na swoich rodziców, których uznaje za tchórzy, ponieważ nie potrafią cieszyć się z nim ostatnimi chwilami.
I chyba nie mogę się dziwić chłopcu, który zaakceptował fakt, że jego życie dobiega końca, a jego rodzina zamiast spędzić z nim ostatnie chwile udaje, że wszystko jest w porządku. Z drugiej strony na własnej skórze przekonałam się jak to jest mieć świadomość, że kogoś już wśród nas nie będzie, dlatego nie potrafię osądzić żadnego z bohaterów.
W ostatnich dniach życia chłopca, podczas świat Bożego Narodzenia, Oskar ukrywa się w samochodzie cioci Róży i wyjeżdża ze szpitala z niczego nieświadomą wolontariuszką. Gdy kobieta dociera do domu i okazuje się, że chłopca nigdzie nie ma ten pojawia się u drzwi jej mieszkania. Efekt jest taki, że chłopczyk spędza radosne święta z ciocią Różą, która jest mu bardzo bliska, ale także z rodzicami, którzy dołączają do nich w domu wolontariuszki, a z którymi chłopczyk dochodzi do porozumienia.
Niezmiernie podoba mi się postać cioci Róży. Jej otwartość, szczerość oraz pozytywne podejście do chłopca pomogły jej do niego „dotrzeć” oraz wpoić mu wiele prawd życiowych. Są to cechy, których ludzie często nie potrafią zastosować w relacjach z dziećmi, a jednak są one istotne.
Jeśli chodzi o postać Oskara to bardzo ciekawie obrazuje nam ona to jak dzieci postrzegają świat, dorosłych oraz to, co ich spotyka. Uważam, że jest to wartościowe spojrzenie szczególnie dla ludzi, którzy mają swoje dzieci lub z dziećmi pracują.
                Na koniec mogłabym powiedzieć, że „Oskar i pani Róża” to książka o umieraniu, ale czy na pewno? W pewnym stopniu to stwierdzenie jest prawdziwe, jednak ta historia nie jest tylko o samym umieraniu. Schmitt w piękny i prosty sposób mówi o pogodzeniu się z końcem życia, o wierze, nadziei oraz o problemach, z jakimi człowiek zmaga się w swoim życiu.
We mnie ta historia wyzwoliła wiele emocji oraz wycisnęła wiele łez, a że uwielbiam takie książki z całego serca Wam ją polecam.


Życzę wszystkim udanych wakacji
La Gata :)

P.S. Jeśli ktoś chcę mogę podesłać tę książkę w pdfie tylko dajcie znać na maila mionka22@gmail.com

3 komentarze:

  1. No fajnie fajnie... A gdzie "Mads"? :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Najpiękniejsza książka, jaką miałam okazję przeczytać. Gorąco polecam go każdemu czytelnikowi, niezależnie od wieku :)
    Jedyna lektura przy której wylałam morze łez ;) Cudowna!

    OdpowiedzUsuń